wtorek, 12 sierpnia 2014

Czytelniczo

Z przyjemnością trafiłam dziś na stronę bloga Karoliny Pająk  http://dzosefinn.blogspot.com/p/blog-page_4.html i niezmiernie spodobało mi się wyzwanie czytelnicze. Przeczytam tyle ile mam wzrostu... no cóż, postaram się ograniczać czytelniczo, coby nie przekroczyć magicznej liczby 173 cm grzbietów. 
A tak poważnie to nie zamierzam mierzyć grzbietów przeczytanych książek, zwłaszcza, że czytam na urządzeniach elektronicznych już od mniej więcej 12 lat, ale cała akcja bardzo mi się podoba. I to, że wyzwanie podjęło tyle osób.  W czasach kiedy mówi się powszechnie o braku czytelnictwa widzieć, że ktoś stara się czytać jest mi bardzo miło. Zachęcam do podejmowania wyzwania! Niezależnie od tego na czym się czyta, myślę, że warto. 
Ja rzeczywiście czytam od wielu wielu już lat tylko wersje elektroniczne książek. 
Zapewne po części jest to spowodowane tym, że zawsze miałam słabość do różnego rodzaju gadżetów i nowinek i zawsze szukałam czegoś nowego. Pierwsze książki jakie czytałam na telefonie komórkowym miały postać plików jar. Nie były może idealnie przygotowanymi plikami, nie miały pięknego formatowania, ale były. I mimo wszystko dało je się czytać. 
I nie uwierzycie na czym je czytałam. Było to taki telefon Sony Ericsson z kolorowym, malutkim ekranikiem, już dziś nie pamiętam ile linijek tekstu na nim się mieściło.
Malutko. Ale spokojnie dawałam radę. Chyba po przeczytaniu pierwszej książki, która miała białe literki na czarnym tle, okazało się, że można zmienić tryb nocny i dzienny, to już było pięknie. Zadobyłam program do przerabiania  doc na jar i byłam w swoim żywiole. Co prawda przerabianie zabierało sporo czasu ale eksperymenty lubiłąm zawsze i było świetnie. Miałam w telefonie tyle książek ile chciałam, mogłam czytać wszędzie i nie targać ze sobą grubych tomów... a że jestem maniaczką czytania, chorobliwie uzależnioną od niego, nie miało dla mnie dużego znaczenia to jak czytana książka wygląda na telefonie, tylko, że ma treść i daje się czytać pomimo wszystko.
I tak zostało mi do dziś. Pasjami czytam blogi czytelnicze jak również te dotyczące nowych technologii. Zapewne już dawno stałam się gekiem. i Bawią mnie niezmiernie różnorodne stwierdzenia „zapalonych” czytelników czy czytelniczek, którzy do tego aby czytać muszą mieć spełnione odpowiednie warunki. I nie wyobrażają sobie, żeby książka nie pachniałą drukiem, i żeby nie słyszeć szelestu kartek, i żeby nikt nie przeszkadzał, i żeby to było misterium. Ale w ciągu roku, ponieważ nie mają tych jakże przyjemnych warunków czytają zaledwie kilka pozycji...
Ja kiedy czytam, to nie ma znaczenia nic poza treścią. Pewnie, że wolę aby ta treść miała sens, ale należę do takich czytelników, którzy z braku czego innego czytaliby nalepki na szmponie ;-)
Jak będzie mi się chciało to wkrótce opiszę dalszy rozwój czytelnictwa na dziwnych urządzeniach...