środa, 3 września 2014

Od ipada do kindle

Skończyliśmy na ipadzie.
Ipad jest w zasadzie nadal moim ulubionym urządzeniem. Mam oczywiście macbooka pro, jak chyba juz wspominałam poszedł lekko w odstawkę, ale jeszcze czasem go używam, mam imacka, który był moim marzeniem odkąd zobaczyłam 27" monitor o grubości 5 mm... i w nim mieści się cały komputer. No będę szczera, te pięc milimetrów, to tylko na brzegach, dalej jest lekko grubszy, ale twgo nie widac, więc jest idealnie piękny. I oczywiście w kolorze aluminium.
Nie pamiętam czy już o tym pisałam, ale ponoć kiedy zapyta się użytkownika komputera na windowsach jaki ma komputer, to zaczyna wymieniać te różne tajemnicze cyferki w dużych ilościach. A użytkownik OS czyli systemu applowskiego na to pytanie do niedawna jeszcze odpowiadał:

biały,
albo czarny.

Potem jakiś czas - biały, czarny albo srebrny,

a teraz dużego wyboru nie ma. Jest srebrny.
obecny macbook pro 15"

Imac wygląda tak:

Prawda, że jest przepiękny? I na biurku prezentuje się genialnie. Ale nie dlatego go kupiłam, choć przyznam, że wygląd też miał w zakupie swój udział. Pracuje się na nim super. Chyba studia graficzne wiedziały co robią bazując w większości na makach. 



No ale rozpisałam się chyba jednak nie na temat... to wszystko dlatego, że chciałabym aby wszyscy wokół podzielali moją fascynację.
Już wracam do tematu. 
Czytałam wszystko na ipadzie. Towarzyszył mi wszędzie. Miałam na nim setki książek, tysiące zdjęć, filmy też. Muzykę trzymam na iphone, bo mam tam dużo miejsca. Odkąd stałam się posiadaczką ipada, iphonek służy mi w zasadzie do dzwonienia, a do innych rzeczy w sytuacjach awaryjnych. No i oczywiście do nawigacji.
Aczkolwiek muszę, znów lekko odbiegając od tematu czytelniczego, wspomnieć jak to kiedyś, jakiegoś pięknego zimowego weekendu wyskoczyliśmy z moim mężem i jego przyjacielem na narty, chyba na Raczę. I tam, mimo, że chłopaki są napaleni na zjeżdżanie w wielkim stylu, pomiędzy poszczególnymi zjazdami, racząc się piwkiem, obejrzeliśmy na iphonie cały "Testosteron". Zabawa była przednia, film ten to jeden z naszych ulubionych, a iphone odtwarza filmy HD, tak, że naprawdę było fajnie.
Czytanie na ipadzie było bardzo przyjemną czynnością, jak wszelkie zresztą inne na nim wykonywane. Po prostu lubiłam go dotykać. Format plików nie ma znaczenia, czyta wszystko. 
No ale wszystko z czasem powszednieje. Zapragnęłam doznać czegoś nowego. Ipada z retiną zamieniłam w międzyczasie na ipada air, ale znam już go doskonale. Mogę powiedzieć, że nie ma przede mną tajemnic. Używam go zamiast laptopa i większość rzeczy, oprócz projektowania grafiki robię na nim. Więc to już codzienność. 

Akurat mniej więcej wtedy, kiedy już zaczynałam się nudzić nie mając nowej zabawki, wpadł mi w oczy, obecnie jeden z ulubionych moich blogów "Świat czytników" i w nim post o kindle paperwhite. 
I to był jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Nowa fascynacja, nowe pragnienie natychmiastowego posiadania. Nowa miłość od pierwszego spojrzenia! 

Piękny, minimalistyczny design, żadnych zbędnych przycisków, dotykowy ekran, co dla mnie przyzwyczajonej do obcowania z ekranami dotykowymi miało znaczenie priorytetowe, no i rzecz najważniejsza, miał podświetlany ekran. Dla mnie - zapalonej nocnej czytelniczki - bajka. 
Od lat przecież odwykłam od zapalania nocnej lampki do czytania. Zawsze ekran mi świecił, więc jak miałam czytać bez światła? I stało się światło! W czytniku! 



Wiedziałam, że zaraz będzie mój. Szybciutko na stronę Amazonu, zamówienie i rzeczywiście, za kilka dni kurier go przyniósł. 
Boże, jak ja kocham te pierwsze chwile, kiedy z nabożeństwem wręcz rozcinam opakowanie, wyciągam na światło dzienne urządzenie, którego nikt przede mną nie dotykał... (Tego co pakował je, i produkował to oczywiście nie biorę pod uwagę!)
I jest, jest! działa, bateria naładowana, to szybciutko, pierwsze włączenie, list od Amazonu, instrukcja ekranowa, a, zarejestrować go trzeba, no to dalej, szybciutko, i już wrzucam naszykowane w czasie oczekiwania na przesyłkę książeczki. I dotykam, dotykam, dotykam. Jest super! 
I czytam... 
czytam do dziś. Zmieniłam go mniej więcej po 7 miesiącach na paperwhite 2, bo lubię mieć to co najnowsze, taka fanaberia po prostu, bo potrzeby nie było. Zapaliłam do niego już moją mamę mającą około siedemdziesięciu lat i kilka koleżanek, w tym jedną, która na początku twierdziła, że nigdy tego nie dotknie, bo tylko książka papierowa ma swój smak. Teraz ma chyba na nim najwięcej książek z nas wszystkich! i czyta z zapałem, zadowolona, że nie musi układać przeczytanych równie maniacko jak ja, pozycji na półkach. Układa na półkach wirtualnych ebooki w formacie mobi. 

Zdradzę Wam jeszcze jeden sekret i powód dla którego kocham tak czytanie na różnych urządzeniach.
Maniacko kocham i kolekcjonuję książki. Nie cierpię, kiedy ktoś ich dotyka, tych moich. Są święte!
Ponieważ mam różne pozycje do których często wracam, zdarzało mi się i to nie rzadko "odkupywać" sobie te, które już były zanadto sczytane... Teraz więc moja kolekcja się nie niszczy, nikt jej nie dotyka, stoi i pachnie, a ja czytam swobodnie co chcę i kiedy chcę! 
Czego i Wam życzę