środa, 27 sierpnia 2014

Jeszcze przed Kindle

Musicie mi wierzyć, że czytanie książek na iphone zaspakajało moje potrzeby w zupełności. Nawet nie pomyślałam, że może być coś, na czym czyta się lepiej czy wygodniej. 



Miałam  wprawdzie pewne kłopoty z kolejnymi iphonami a to z tego prostego powodu, że aby wygodnie z nich korzystać należało każdy po kolei soft złamać. A nie było to proste. Czasem walczyłam bohatersko całą noc, podłączając pod kolejne komputery, ściągając co chwila inne wersje programów do łamania, wprowadzając w tzw tryb DFU
Na koniec tak się działo, że zawsze osiągnęłam sukces i nie powiem, że te walki nie sprawiały mi przyjemności. I ta przyjemność nie pojawiała się dopiero wtedy, kiedy soft się poddał, jak  to wynikałoby z tego starego dowcipu, gdzie przyszedł masochista do psychoanalityka skarżąc się, że uderza się młotkiem w głowę i na pytanie czy osiąga z tego jakąś przyjemność, mówi, że tak, wtedy, kiedy nie trafi.... Przyjemność z samego podejmowania działań i osiągania sukcesu była wielka. Kiedy tylko usłyszałam, że pojawia się coś nowego, musiałam to wypróbować. No tak już mam.
Wydaje mi się, że dopiero piątki nie złamałam. Jakoś już nie było potrzeby, aplikacje Apple stały się  tak różnorodne, że nie potrzeba szukać innych. Poza tym programy do łamania iphone już nie wymagają zaangażowania takiego jak kiedyś. Wchodzi się na stronkę jakąś tam z iphona, pobiera na niego soft odpowiednio przygotowany i to cała praca. Nie bawi mnie zupełnie.

No oczywiście Stanza była legalna, darmowa zresztą, z Apstore. Była swego czasu, najbardziej rozbudowaną aplikacją do czytania książek dostępną na iPhone’a i iPoda Touch. Lista zalet była długa, a w kolejnych aktualizacjach pojawiały się nowe, przydatne funkcje.
:. Katalog książek – wbudowany katalog zawierał ponad 100 tysięcy tytułów zarówno płatnych jaki darmowych.
:. Zarządzanie biblioteką – książki można było sortować według tytułu i autora. Istnieje możliwość tworzenia kolekcji. Nowością wersji 2.0 była ikona z zaznaczeniem, jaka część książki została przeczytana. Oczywiście pokazane były okładki książek. W widoku poziomym przewijanie tytułów bardzo przypominało nawigację z iTunes. Dostęp do ostatniej czytanej książki był bardzo łatwy – z poziomu menu głównego (zakładka Now Reading).
:. Czytanie – opcji było bardzo dużo: dostęp do spisu treści; słownik; edycja informacji o książce; podgląd stopnia zaawansowania czytania książki; tryb nocny (białe litery, czarne tło); przeszukiwanie treści książki; widok pionowy i poziomy z opcją zablokowania rotacji ekranu; możliwość zmiany wielkości czcionki i jej kroju; możliwość wyboru motywu tła; możliwość dzielenia się zaznaczonym fragmentem tekstu (Facebook, Twitter, mail); notatki; zakładki.
Czytało się bardzo wygodnie. Sama produkcja książek też już była prosta, bo czytało się formaty epub, a coraz więcej książek w tym formacie na rynku było dostępnych. I ekran telefonu nie był już taki mały, tekstu wchodziło sporo i tylko od pojemności Iphone zależało ile książek się na nim posiada. Biorąc pod uwagę, że książka waży średnio mniej niż 1Mb, a najmniejsza pamięć iphona to było 8 Gb, to sami widzicie. Całkiem pokaźny księgozbiór można było ze sobą nosić.Czytanie na iphone było super. Aplikacja w użyciu wyglądała mniej więcej tak:


Około 2007 roku zaczęły pojawiać się coraz częściej urządzenia przeznaczone tylko do czytania. W listopadzie 2007r. Amazon wprowadził pierwszą wersję czytnika, zwaną Kindle, zawierała 6-calowy ekran o 4-stopniowej skali szarości oraz 250 MB pamięci wewnętrznej. W pamięci mogła się pomieścić zawartość ok. 200 książek. Dodatkowo pamięć można było rozbudować dzięki kartom SD. Urządzenie kosztowało 399 dolarów (później 359 dolarów) i było sprzedawane tylko na terenie Stanów Zjednoczonych. Była to jedyna wersja z czytnikiem kart pamięci, we wszystkich nowszych wersjach zrezygnowano z możliwości rozbudowy pamięci.
Jak widać, pierwszy czytnik Amazona piękny nie był, wyglądał dość topornie,  późniejsze wersje oczywiście były coraz bardziej przyjazne użytkownikowi, ale ja jeszcze nawet nie myślałam, żeby tym się zainteresować. 

Szczerze powiem, że pierwszy raz czytnik z prawdziwego zdarzenia wpadł mi w ręce w 2012 roku, jakoś latem. No nie zachwycił mnie. 





Był to ten w środku.  Dostrzegałam niewątpliwe zalety einku, czyli papieru elektronicznego, ale jednofunkcyjne urządzenie za sporą jednak kaskę jakoś mnie nie pociągało. Czytałam nadal na kolejnych generacjach iphona. 
iPhone zapoczątkował rozwój systemu operacyjnego dla urządzeń mobilnych - iOS. Do późnej jesieni 2009 roku krążyło wiele pogłosek o iPadzie. Spekulowano nad nazwą urządzenia- najczęściej mówiono o nim "Tablet od Apple", lecz nazywano je także iTablet lub iSlate. 
27 stycznia 2010 przez Steve'a Jobsa na konferencji prasowej Apple odbywającej się w Yerba Buena Center for the Arts w San Francisco został zaprezentowany Ipad. 



Steve Jobs po pewnym czasie przyznał, że iPad został zaprojektowany jeszcze przed iPhone'em o czym wspomina w biografii Jonyego Iva - geniusza, który zaprojektował produkt Apple - Leander Kahney. Gdy okazało się, że takie urządzenie może zadziałać, Jobs wstrzymał prace nad iPadem, tym samym obierając za cel projektowanie iPhone'a.
Nie stałam się szczęśliwą posiadaczką ipada I generacji, ani nawet II. Jakoś tak. Miałam już w tym czasie macbooka, miałam Iphonka i to mnie zadowalało w zupełności. 


Aż tu nagle jesienią 2012 roku zapragnęłam go mieć. Jeszcze nie wiedziałam do czego będę używała i po co mam wydać dobrze ponad dwa tysiące, ale zaczął z mną chodzić. Chodził i chodził. Przeglądałam aukcje internetowe z zamiarem kupna jakiejś starszej wersji i używanej, no bo fanaberia to była, że strach. Ale jak to zwykle bywa w moim wypadku, trafiła mi się okazyjnie dość, nówka sztuka świeżo wydanej wersji z retiną - czyli ekranem o zawrotnej wręcz rozdzielczości.



Stał się mój! Nie odstępowałam go ani na krok. Musiałam wypróbować wszelkie jego możliwości. Poczta, net, gazety, zdjęcia, filmy, no wszystko chodziło pięknie. Byłam zachwycona. Laptop poszedł w odstawkę zupełnie. Tygodniami go nawet nie włączałam, no chyba, że akurat miałam do złożenia gazetę, bo jak już pisałam zajmuję się również grafiką, DTP itp.
Kolorowe magazyny wyglądały prawie lepiej niż w druku i miały tę zaletę, że nie było potrzeby udawania się po nie gdziekolwiek. Natychmiast były na miejscu gotowe do czytania. A jeśli jeszcze dodam, że wiele z nich było darmowych, no to widać, że bajka się sprawdzała czasem...

No i książki! Aplikacja Ibooks




stara i nowa ibooks

jest na iphone, jest i na ipada, można mieć te same książki i tu i tu, można mieć różnego rodzaju pliki PDF, które się pięknie przegląda, no można mieć wszystko. Stara wersja aplikacji nawet naśladowała wygląd półek bibliotecznych. I można było czytać wirtualną książkę  animując przekładanie kartek w prawdziwej. No taki bajerek.


 iBooks jest aplikacją, która daje mam również możliwość zintegrowania naszych urządzeń mobilnych.  Mając w iBooks na iPhonie te same książki co na iPadzie, mogę wychodząc z domu kontynuować czytanie na mniejszym ekranie. Co więcej, co jest najfajniejsze w tym wszystkim, że zaczynam czytanie na iPhonie od tego miejsca, w którym skończyłam na iPadzie. Synchronizacja. Jestem zachwycona. 


Zacytuję jeszcze  Dominika Ładę - jednego z twórców i-magazine: "Jakiś czas temu jak rozmawiałem z Henrykiem Sawką, usłyszałem bardzo fajne stwierdzenie. Otóż Henryk Sawka powiedział, że po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna może położyć się do łóżka i przed snem poczytać książkę nie zakładając okularów. Jest to niewątpliwie, jeden z istotniejszych ficzerów tabletu. Każdy użytkownik może dostosować wyświetlany tekst do swoich potrzeb. Może powiększyć czcionkę, wybrać jej krój czy też tło. Bardzo lubię czytać, podobnie do Pana Sawki, w łóżku. Oczywiście zazwyczaj wtedy już moja żona śpi. Wcześniej miałem ciosane kołki na mojej głowie, za to że „świecę jej lampką nocną po oczach” i nie może przeze mnie spać. Teraz praktycznie mogę czytać do woli. Przełączam swojego iPada – i to niezależnie praktycznie w jakiej akurat czytam aplikacji – iBooks, Kindle czy Woblink – w tryb nocny i voila. Tło mam czarne, a tekst biały. W sypialni praktycznie całkowicie ciemno, żona śpi, a ja mogę w spokoju zanurzyć się lekturze." Czego i Wam życzę, a dalej napiszę za jakiś czas, bo do kindla już nie daleko, jak zapewne się domyślacie...


Jest mi bardzo miło, że zaglądacie do mnie! Dziękuję serdecznie za wszystkie opinie i komentarze! 
Każdy śladzik Waszej bytności jest dla mnie niezmiernie ważny i zachęcający do dalszej pracy!