piątek, 5 września 2014

Czym pachnie kindle

Myślę, że od zapachu i szelestu książki zdecydowanie ważniejsze jest poczucie, że mam ze sobą ich tyle, że w żadnej sytuacji nie zabraknie mi czegoś do czytania. Wolność. Jeśli okaże się, że jakaś mi nie odpowiada, że pomyliłam się dokonując wyboru, mam pod ręką natychmiast inną.
Mało tego, mam pod ręką tysiące innych, bo bezpośrednio na czytnik mogę dokonać zakupu tych, których jeszcze nie posiadłam! To bezcenne!



Naprawdę kocham książki. Kocham je fizycznie, posiadam sporo, ale głównie kocham czynność zwaną czytaniem.
żeby nie być gołosłowną, tu widać tak trochę mniej niż połowę moich książek. 

Miałam tak od dziecka. Na początku rodzice czytali mi do poduszki. Najbardziej lubiłam różnorodne baśnie i Koziołka Matołka. Potem nauczyłam się sama czytać. Moim drugim domem stała się biblioteka szkolna, bo wszystkie książki, które mieliśmy w domu, oczywiście dostępne dla mnie, już zdążyłam kilkakrotnie przeczytać. Znałam tytuły i autorów. Wiedziałam co kto napisał. Potem pewnie trochę zaczęłam przesadzać, bo rodzinka zaczęła kontrolować moje lektury. Może nie tyle w sensie jakości, choć to też, ale zwłaszcza ilości pochłanianych pozycji i czasu na to poświęcanego. Pamiętam więc noce spędzone pod kołdrą z latarką w jednym, a książką w drugim ręku, pamiętam sobotnie sprzątanie, które zabierało mi całą masę czasu, z prostego powodu. Stałam na krześle, "wycierając" wierzch szafy z kurzu przez długi czas, bo na szafie miałam położoną książkę, od której nie mogłam się oderwać...


Tak to było. Skoro czytywałam pasjami w takich warunkach, to wierzcie mi, że celebracja procesu czytania nie miała raczej większego znaczenia. Czy ta książka pachniała drukiem czy nie, trzeba ją było po prostu przeczytać. Nie miał znaczenia szelest jej stron, miała znaczenie treść, która wabiła i przyciągała jak syreni śpiew Odysa. Cóż więc dziwnego w tym, że skoro pojawiła się jakakolwiek możliwość usprawnionego pochłaniania treści, szybciutko ją złapałam? Nic chyba.

 

Nie mam dla mnie żadnego znaczenia czy nośnikiem treści jest książka papierowa czy czytnik. Treść jest ta sama, a komfort czytania nieporównywalny.

Biblioteka kongresu, ponad 850 km półek! około 30 mln książek!

Chciałabym posiadać wszystkie książki świata na własność. Fizycznie posiadać. I przeczytać!
W najtrudniejszym, traumatycznym okresie mojego życia tylko książki pomogły mi przetrwać. Dzięki nim mogłam nie myśleć, odlecieć, na chwilę zapomnieć. Przez chwilę pożyć czyimś życiem. Nie swoim. A czasem przeczytać, że komuś jest tak samo źle... bo gorzej już być nikomu nie mogło...


I najpierw ipad, a potem czytnik czytnik był tu doskonałym narzędziem pomocniczym. Mogłam i mogę czytać przez cały dzień i całą noc, nikomu nie przeszkadzając, na czytniku zdecydowanie wygodniej niż na ipadzie. Teraz oczywiście dostrzegam to, aczkolwiek czytanie na ipadzie też było super. Ale - jak zawsze mówię dzieciom na lekcji, tłumacząc, że należy wykorzystywać właściwe narzędzia do osiągnięcia w optymalny sposób pożądanych celów - rów można wykopać i łyżką, tylko po co?
Czytnik jest dużo mniejszy i lżejszy od ipada, wygodniej go się trzyma, ma matowy ekran więc nawet na leżaku podczas opalania słońce nie wadzi.
W czytnikach, w których nie ma podświetlanego ekranu słońce wręcz pomaga, bo czym lepsze oświetlenie, tym jaśniejszy papier elektroniczny - czyli ekran. Tym większy kontrast i przez to wygodniej. Lepiej widać.

Kindle paperwhite z podświetlanym ekranem kontra starsza wersja bez podświetlenia

W Kindle Paperwhite nie ma to znaczenia, bo jak wiecie ekran jest podświetlany ledami, oświetlenia nie widać, tak jakby rozpływało się po ekranie, a jest jasny, biały. I możemy ustawić poziom tego oświetlenia tak jak lubimy. Możemy ustawić całą masę innych rzeczy, np wielkość i krój czcionek jakimi jest złożona książka. Nie całkiem dowolnie, bo tych krojów mamy tylko kilka plus często oryginalny, dostarczany wraz z ebookiem, ale to wystarcza. Bo musi ;-) Możemy robić notatki, udostępniać cytaty bezpośrednio na Fejsie, dodawać zakładki, sprawdzać znaczenie słów w slownikach i wikipedii. Ja np dziś korzystając z owej funkcji zdiagnozowałam u siebie PTSD - czyli postraumatyczny zespół stresowy. :-)


Oświetlenie nocami nie przeszkadza spać drugiej naszej (lub nie naszej) połówce, w środkach komunikacji publicznej, po zmroku, nadal umożliwia czytanie w komforcie, nawet po zgaszeniu światła przez współpasażerów (moja druga koleżanka często podróżująca - bardzo sobie to chwali), i kiedy wracamy do domu przez ciemny las, ustawiając oświetlenie na maxa, możemy się nie przewrócić o wystające korzenie, bo czytniczek oświetli nam drogę. haha. jednak czasem z takiej opcji korzystam.


Generalnie nie zamierzam robić szczegółowej recenzji czytnika ponieważ możecie ją przeczytać tu, a tylko dzielę się swoimi subiektywnymi odczuciami wynikającymi z moich pasji, nie chcąc wchodzić w kompetencje mojego guru czytnikowego - Roberta Drózda.